Blog > Komentarze do wpisu
Pasja, cz. III

Wielki Post skończył się jakiś czas temu, dopiero co zakończyliśmy okres wielkanocny, a ja wciąż siedzę z nosem w “Pasji”, bo:
a) nie mam dużo czasu na czytanie,
b) ale bardzo fajnie wpływa na moje życie duchowe. 

To prawda, że można mieć duże wątpliwości co do realności opisanych przez bł. Emmerich wydarzeń, ale mnie osobiście bardzo przekonuje całościowe przesłanie jej wizji. Dlatego z uporem maniaka będę ją tutaj promował.

Dzisiejszy fragment jest częścią “modlitwy w Ogrójcu”. Dopiero lektura jej opisu uświadomiła mi, że to wtedy miało miejsce niejako sedno Pasji Chrystusa. Kto wie, czy późniejsze fizyczne cierpienia miały dla Niego jakiekolwiek znaczenie w kontekście cierpień, które przeżył w takcie tej modlitwy.

Anna Katarzyna opisuje zatem bardzo dokładnie jak diabeł przekonuje Jezusa, że Jego poświęcenie nie ma sensu. Pokazuje (tak liczne przecież) przykłady marnowania owoców zbawienia. I przede wszystkim atakuje pokusą bezradności, podważa możliwość zmiany czegokolwiek na lepsze.

Mogłoby się wydawać, że taka pokusa będzie dla Mesjasza łatwa do odparcia. Ale “dramat Ogrójca” tkwi w tym, że Jezus niejako “zawiesza” na ten moment swoją Boską naturę i mierzy się z tym wszystkim tylko jako człowiek…

I wtedy, po tak trudnej — nie-ludzkiej  walce, dzieje się coś niesamowitego:
 

<<Jezus, powróciwszy do groty, rozpoczął na nowo modły. Przezwyciężył już odrazę Swej natury ludzkiej do mąk, ale znużony bardzo walką i strwożony, tak się modlił: „Ojcze Mój, jeśli jest wola Twoja, oddal ten kielich ode mnie, lecz nie Moja, ale Twoja wola niech się stanie!".

Wtem rozstąpiła się przed Nim ziemia, w której głąb po smudze świetlistej wiodły schody do otchłani. W niej ukazali Mu się Adam, Ewa, wszyscy Patriarchowie i sprawiedliwi, rodzice Matki Jego i Jan Chrzciciel, a wszyscy czekali z utęsknieniem Jego przybycia i wyzwolenia ich. Serce Jego przeto, miłością gorejące, wzmocniło się i pokrzepiło tym widokiem, gdyż On to przecie miał tym duszom, tęskniącym za Niebem, otworzyć je przez Swą śmierć. On miał je wyprowadzić z więzienia tęsknoty do wiecznej szczęśliwości.

Po tych nieba dziedzicach Starego Zakonu, którym Jezus się przyjrzał z prawdziwym wzruszeniem, przeprowadzili przed Nim aniołowie orszak wszystkich przyszłych błogosławionych, którzy, łącząc swe walki duchowe z zasługami mąk Chrystusa, przez Niego mieli połączyć się z Ojcem niebieskim. Był to nieopisanie piękny, pokrzepiający na duchu widok, przywodzący Jezusowi na pamięć najskrytszą a niewyczerpaną moc zbawczą i uświęcającą czekającej Go śmierci odkupienia. 

Wszyscy chodzili przed Jezusem, podzieleni na grupy, stosownie do rodzaju i godności, strojni w cierpienia i dobre dzieła, dokonane za życia. Szli więc Apostołowie, uczniowie, dziewice i niewiasty, wszyscy męczennicy, pustelnicy i wyznawcy, papieże i biskupi, wszyscy przyszli zakonnicy i w ogóle wszyscy, którzy mieli być zbawieni. Przystrojeni byli oni w zwycięskie wieńce swych cierpień i umartwień; rozmaitość kwiatów w wieńcach, kształt tychże, barwa, zapach i siła wynikała z różności ich cierpień i walk zwycięskich za życia, w których zdobyli sobie chwałę niebieską. Lecz wszystko ich życie i działalność, całe znaczenie i siła ich walk i zwycięstw, cały blask i świetność ich tryumfu, opierały się jedynie na połączeniu ich zasług z zasługami Jezusa Chrystusa. 

Wszystkich członków tego tłumnego orszaku łączyło wzajemne oddziaływanie, jakaś łączność ścisła panowała między nimi, a wszyscy czerpali z jedynej krynicy życia, z Najśw. Sakramentu i męki Zbawiciela. Zjawisko to było dziwne i niewypowiedziane. Nic tam nie było przypadkowego; każda najdrobniejsza czynność, wygląd i strój, męczeństwo i zwycięstwo, wszystko na pozór tak różnorodne, łączyło się w jedną nieskończoną harmonię, w jeden zgodny akord. A jedność ta wszystkich najróżnorodniejszych rzeczy wypływała z barwnych promieni świetlnych jedynego słońca, z męki Chrystusa Pana, wcielonego Słowa, w którym jest życie, a życie jest światłem ludzi — świecącym w ciemnościach, które nie mogą Go ogarnąć.>>

Jak widać po wytłuszczeniu, najbardziej porusza mnie ta wizja “zgodnego współdziałania” członków Kościoła. Z jednej strony dlatego, że strasznie mi tego brakuje (czasem nie mogę patrzeć na świat wokół mnie), a z drugiej dlatego, że kiedyś podobny obraz i mnie przyszedł do głowy. Kościół jako zbiór kompletnie różnych ludzi - różnych głosów - które (dopiero!) wspólnie tworzą nową, niesamowitą jakość - melodię “na głosy”...

 

środa, 11 czerwca 2014, sfis

Polecane wpisy

  • Prawo i Większe Prawo

    "Przez jednego człowieka grzech wszedł do świata, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli. Bo i p

  • Wolność, wybór i matematyka.

    Słyszałem kiedyś taką teologiczną „definicję” wolności, że wolność to możliwość wyboru dobra (*). Słowa te powodują oczywiście wykrzywienie ust każ

  • Nowy Rok.

    Jeśli chodzi o rok 2015 to odmawiam komentowania go, bo był on dla mnie osobiście bodaj najgorszym w życiu. Pozostaje mi zatem powołać się na cudze podsumowania