Blog > Komentarze do wpisu
Tomasz.

Dziś będzie o moim ulubionym świętym.
Mało o nim wiemy i myślę, że miałby w dzisiejszym Kościele problemy.

Występuje on w Biblii dokładnie trzy razy. Choć najbardziej znany jest ten trzeci raz, od którego Tomasz zyskał bezsensowny przydomek "niewierny", zacznijmy od początku.

Pierwszy raz spotykamy Tomasza w J 11. Od razu poznajemy jego charakter. Jezus chce iść do Jerozolimy, mimo że tam czyhają na Jego życie. Co na to Tomasz? "Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć". Odwagi mu odmówić nie można.

Za drugim razem Tomasz, w jakimś sensie, sprzeciwia się Jezusowi. Mistrz mówi: "Znacie drogę, dokąd Ja idę". Tomasz zaś odpowiada: "Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?". Wydaje mi się, że wyraża po prostu to, co wszyscy czuli. Kompletne niezrozumienie tego, co mówi ich Nauczyciel.

Zaś na koniec jak każdy wie, Tomasz włożył Jezusowi rękę w bok. Nawet mamy z tego wydarzenia zrobione zdjęcie, o tu:

Tomasz

Szkoda tylko, że nigdzie nie jest napisane, że Tomasz rzeczywiście to zrobił. Na pewno chciał. Ale niektórzy uważają, że sam widok Jezusa wystarczył do słynnego wyznania: "Pan mój i Bóg mój!".


Jaka z tego wszystkiego dla nas nauka?
Co prawda "proszę nie czekać na nauki, tezy i wnioski", ale chciałbym się podzielić jedną myślą.

Święty Tomasz raczej nie miałby dzisiaj szans zostać biskupem. Nie wiem czy dostałby chociażby święcenia kapłańskie.
Owszem, "zwykły" wierny może mieć wątpliwości, może chcieć "włożyć palec w miejsce gwoździ", ale czy przystoi to księdzu?

A tymczasem Tomasz był apostołem. I jest świętym.

piątek, 03 lipca 2015, sfis

Polecane wpisy

  • Prawo i Większe Prawo

    "Przez jednego człowieka grzech wszedł do świata, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli. Bo i p

  • Wolność, wybór i matematyka.

    Słyszałem kiedyś taką teologiczną „definicję” wolności, że wolność to możliwość wyboru dobra (*). Słowa te powodują oczywiście wykrzywienie ust każ

  • Nowy Rok.

    Jeśli chodzi o rok 2015 to odmawiam komentowania go, bo był on dla mnie osobiście bodaj najgorszym w życiu. Pozostaje mi zatem powołać się na cudze podsumowania