niedziela, 22 lutego 2009
Obraz.
Jakiś czas temu rozmawiałem z pewną osobą o księdzu Tischnerze (*). Padły takie słowa: "kiedy jeszcze żył, to, co pisały o nim media, było dla mnie zniechęcające - ale kiedy się go czyta, to jest całkiem przyjemny".

Instytucja wizerunku medialnego jest czymś, co mnie chwilowo raczej przeraża. Pewnie dlatego, że znam głównie przykłady wykorzystywania go do szufladkowania, a w ten sposób dyskredytowania innych. Dobrze wiecie o co mi chodzi - Michnik-antypolak, Rydzyk-cwaniak, Życiński-liberał, Głódź-konserwa. Nie chcę o tym dużo pisać, bo nie widzę sensu robić naszym mediom konkurencji. O samych mediach pewnie jeszcze napiszę, głównie zmotywowany ciekawym wywiadem (**), który jakiś czas temu przeczytałem.

Nie mam pojęcia, czy takie przylepione przez innych "gęby" da się jakoś zdjąć - a może nie warto, może lepiej nauczyć się z nimi żyć? Szkoda tylko, że więcej słychać o wypowiedzi Artura Górskiego "wybór Obamy oznacza koniec cywilizacji białego człowieka" niż o jego spotkaniu w "Warto Rozmawiać" z czarnoskórym muzykiem Mamadou Diouf (na końcu programu panowie podali sobie ręce).

Na szczęście, powoli dostrzegam też pozytywne strony wizerunku medialnego. Choćby - przy wszystkich moich wątpliwościach - na przykładzie przedstawiania Jana Pawła II. Jestem przekonany, że jego obraz przyniósł wiele dobra, że pozytywnie wpłynął na wielu ludzi. Sam znam wiele tego przykładów.

Tak bardzo by się chciało, żeby to właśnie była norma. Nie zważając na to, kogo to uwiera i komu przeszkadza...

(*) m.in. dlatego, że bardzo spodobał mi się dokument o nim, ostatnio zresztą dodawany do TP na DVD - może jeszcze można gdzieś dostać :)

(**) rzadko razem rozmawiają Lisicki (z "Rz") i Kurski (z "Wyborczej"), a na osłodę Lis i Zaremba ("Dziennik")

PS wracając do Tischnera, trochę ostatnio czytałem "Tischner czyta katechizm" - ślady po tym znajdują się w brudnopisie.
wtorek, 03 lutego 2009
Ciężar.
"Mając dokoła siebie takie mnóstwo świadków, odłożywszy wszelki ciężar, [a przede wszystkim] grzech, który nas łatwo zwodzi, winniśmy wytrwale biec w wyznaczonych nam zawodach. " Hbr 12, 1

Przypomniała mi się historia opowiadana przez księdza Tischnera. W wolnym tłumaczeniu:

Do wrót Nieba dotacza się góral z flaszką w ręku. Święty Piotr nie chce mu otworzyć, bo jak tu wpuścić alkoholika. Góral mu mówi: "ale święty Piotrze, przynajmniej sie ze mną napij, bo ja sam to tak nie chcę".
Po długich naleganiach św. Piotr ustąpił, wziął flaszkę, łyknął i upadł na ziemię zamroczony. Kiedy odzyskał zdolność mówienia, zapytał górala:
- I Ty to piłeś???
- No, piłem.
- Codziennie?
- Codziennie...
- Toś Ty jest męczennik, nie grzesznik.