niedziela, 22 lutego 2015
Uczynki pokutne.

Zaczęliśmy Wielki Post. Wśród wielu wspaniałych czytań, jakie w tym czasie daje nam Kościół, najmocniej dotyka mnie chyba zawsze:

Czyż to jest post, jaki Ja uznaję, dzień, w którym się człowiek umartwia? Czy zwieszanie głowy jak sitowie i użycie woru z popiołem za posłanie - czyż to nazwiesz postem i dniem miłym Panu? Czyż nie jest raczej ten post, który wybieram: rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić wolno uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać; dzielić swój chleb z głodnym, wprowadzić w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków. Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza i szybko rozkwitnie twe zdrowie. Sprawiedliwość twoja poprzedzać cię będzie, chwała Pańska iść będzie za tobą. Wtedy zawołasz, a Pan odpowie, wezwiesz pomocy, a On [rzeknie]: Oto jestem!


Można mieć wątpliwości czy to, co jest w nim opisane, naprawdę powinno nazywać się postem. Czy to raczej nie jakiś rodzaj dobroczynności?
Najwyraźniej w Bożej perspektywie nie. (*)

Kościół w kontekście czasu Wielkiego Postu wspomina o trzech Jego aspektach, zwanych uczynkami pokutnymi. Są to: modlitwa, post i jałmużna. O modlitwie nie chcę tutaj pisać, poza tym, że bez niej nie ma mowy o żadnym życiu duchowym. (**)

Post i jałmużna to niejako dwie strony tego, co czasem nazywamy wyrzeczeniami wielkopostnymi. Strona negatywna to odmówienie sobie jakiegoś dobra. Strona pozytywna to zrobienie w miejsce tego czegoś innego.
I tak przykładowo ja ograniczam swoją działalność na fejsbuku, a zaoszczędzony dzięki temu czas przeznaczam na to, na co często mi go brakuje, np. na rodzinę.

Jeszcze jeden fragment Biblii wydaje mi się przy tej okazji wart zacytowania. Tym razem z mojego ulubionego chyba listu, św. Jakuba:

Jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków? Czy [sama] wiara zdoła go zbawić? Jeśli na przykład brat lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktoś z was powie im: "Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta!" - a nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała - to na co się to przyda?


Ostatnio widziałem pewien ilustrujący go film:


Bardzo mnie poruszył, choć (a może dlatego, że?) ja generalnie łatwo się nie wzruszam.
Wydaje mi się poza tym, że istnieje również taki stereotyp, że osoby o poglądach konserwatywnych nie są wrażliwe na potrzeby innych.
Powyższy cytat ze św. Jakuba jasno pokazuje, że nie może to być prawda, ale wiadomo, że to co jest napisane w Piśmie Świętym to "tylko" ideał, od którego każdy z nas jest nieskończenie daleko...

Myślę jednak, że można i trzeba o tym ideale przypominać nieustannie.
Bo naprawdę, niezależnie od naszych poglądów politycznych i ekonomicznych, istnienie osób ubogich obok nas powinno być dla nas wielkim wstydem.

(*) Boża perspektywa na dobroczynność może być w ogóle ciekawa: http://szymonholownia.com/duchowosc-a-most-lazienkowski/

(**) Bardzo przy tej okazji polecam: http://www.przyjacielemm.pl/index.php/on-line