wtorek, 30 grudnia 2008
Mur, cz. II.
<<Mądrzy tego świata przekonują nas, że miłość zaślepia. Nic dziwnego, skoro prawdziwy obraz rzeczy kłuje w naiwne, niedoświadczone oczy. Potrzeba czasu i ciężkiej pracy, by przyzwyczaić się do obrazu "nędzy i rozpaczy". Czymże innym jest zwrócona nam zwyczajność? Gdyby ludzie gotowi byli na prawdę o świecie, nigdy nie wymyśliliby alkoholu, opium i miłości.
Wszystko jest bezpieczniejsze od Miłości.>>
Robb Maciąg "Rowerem przez Chiny, Wietnam i Kambodżę" (*)

Dla mnie, osobiście, to jedno z najważniejszych pytań w życiu: czy negatywne patrzenie na świat to dostrzeżenie prawdy, czy jego fałszowanie? Inaczej mówiąc: czy otaczająca nas rzeczywistość jest w swojej istocie dobra czy zła?

Wydaje mi się, że nawet ci, którzy nigdy nie postawili sobie tego pytania, mają na nie odpowiedź. Najczęściej pewnie pochodzącą z wychowania, czy, ogólniej, z otaczającego nas środowiska. Niektórzy później zadają sobie to pytanie samodzielnie, inni nie.

Nie wiem, czy można znaleźć odpowiedź na gruncie nauki - ja nie znalazłem. Oczywiście, nie ulega wątpliwości, że czarne okulary bardzo utrudniają życie i dlatego przy odpowiednim natężeniu kwalifikują się "do leczenia". Ale, na ile rozumiem ideę terapii (nie upieram się, że bardzo), nie polega to na rozumowym przekonywaniu o słuszności pozytywnego sposobu myślenia, ile na zaufaniu do lekarza.

Myślę, że w ogóle nie można odpowiedzieć na to pytanie inaczej niż opierając się na jakiejś wierze.

Ja przez wiele lat (i jakimś sensie do dziś) bez wahania odpowiedziałbym "świat jest zły". Ale teraz mam jeszcze świadomość, jak mały fragment świata dostrzegałem...

(*) Tak, wbrew pozorom jest to książka podróżnicza; w ogóle polecam całą serię "Poznaj świat", a szczególnie, oczywiście, Cejrowskiego - można się bardzo zdziwić jak wiele dobra i wrażliwości siedzi w tym człowieku
piątek, 26 grudnia 2008
Mur.
Nie wiem, na ile da się zorientować po mojej pisaninie, ale bardzo ważnym dla mnie tematem są relacje między ludźmi wierzącymi i niewierzącymi. Dziś chcę się odnieść do jednego aspektu - wzajemnej wrogości. Nie będę opisywał jej przejawów, każdy chyba, niestety, miał okazję się z nią spotkać i jej doświadczyć. Z którejkolwiek strony, dlatego napisałem "wzajemnej", to znaczy "obustronnej".

Ważnym pytaniem jest: czy ta wrogość jest nieodłącznym elementem tych relacji? Może po prostu nijak nie da się jej uniknąć?

Pewnie nie bardzo Was zdziwi moja wiara, że ta wrogość jest tylko efektem naszej słabości. Ale dla mnie te słowa mają daleko idące konsekwencje. Wierzę, że chrześcijaństwo jest religią miłości i ta miłość jest możliwa, że niepotrzebny jest strach przed "wrogami religii". Dla mnie osobiście w ogóle tworzenie linii podziału między ateistami a teistami nie ma większego sensu - może dlatego, że pamiętam jak mały krok w moim życiu dzielił jedno od drugiego. I że w tym kroku nie ma absolutnie żadnej mojej zasługi.

Ja odczytuję to w słowach: "[...] teraz w Chrystusie Jezusie wy, którzy niegdyś byliście daleko, staliście się bliscy [...] On [...] obie części ludzkości uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur - wrogość." (Ef 2, 13.14b).

Chciałbym, żeby nieuznający autorytetu Biblii też mieli podstawy do odrzucenia tej wrogości. Żeby dla ateistów wiara nie była, w najlepszym razie, formą zaburzenia psychicznego. I - co najważniejsze - żeby rozumieli, że nie mają się czego z jej strony obawiać. Że nie może być zagrożeniem religia, której założyciel poświęcił swoje życie z miłości.

Ta cała (mniej lub bardziej) piękna teoria w zanurzeniu w otaczającą nas rzeczywistość nabiera dodatkowych odcieni i alikwotów. Ale może warto chwilę o niej pomyśleć właśnie teraz, w okresie Bożego Narodzenia. Bo, choć nie trzeba tłumaczyć związków tego czasu z religią, jego świętowanie w Kościele ma mnóstwo elementów czysto świeckich, a czasem wręcz pogańskich(*). Warto się chyba wsłuchać w to, jak to wszystko razem ze sobą współgra.


Bibliografia.

Notka jest pokłosiem wspomnienia kilku rozmów i artykułów. Miedzy innymi tekstu Pokorskiej i Węcławskiego "Kolonizacja cudzego świata" i polemiki Joanny Tokarskiej-Bakir.

(*) po tym wszystkim co napisałem wcześniej, mam nadzieję, że jest jasne, że słowo "pogański" nie ma charakteru pejoratywnego, tylko informatywny; wiadomo, że chrześcijaństwo przyswajało wiele tradycji pogańskich, m.in. właśnie choinkę
Re.
Dostatecznie długi czas minął, żeby nie było sensu już składać żadnych wyjaśnień z tym związanych...

Chciałem natomiast poinformować o kolejnych zmianach - od dziś będę się starał pisać o jednej rzeczy na raz i nie dryfować w odmęty dygresji. Mam nadzieję, że dzięki temu będzie krócej(*) i czytelniej.

Niezmiennie szczęście powodują u mnie wszelkie pojawiające się komentarze :)

(*) tzn. krócej do napisania i do czytania