środa, 25 marca 2009
Fiat.
Nie mogę się nadziwić, jak bardzo nasze życie zależy od nastawienia do niego.
 
Nie wiem dlaczego mnie łatwo jest traktować je jako "zło konieczne", a to raczej mocno utrudnia czerpanie z niego radości...
 
Dziś przyszedł mi do głowy taki obraz: jakąś uroczystość z rodziną (dajmy na to, Wielkanoc). Czujemy się nie najlepiej, nie na swoim miejscu, większość rzeczy zrobilibyśmy inaczej, po swojemu. A z drugiej strony wiemy, że rodzina przygotowała wszystko z miłości do nas (inaczej byśmy tutaj nie przyszli), że kosztowało ją to wiele wysiłku.
 
Wydaje mi się, że w takiej sytuacji jedynym dobrym rozwiazaniem jest właśnie uświadomienie sobie tej miłości i - przepraszam za słowo - jej kontemplacja.
 
Mówię wam, strasznie fajnie jest móc od tego zacząć dzień :)
niedziela, 15 marca 2009
Bruk.
Dzis mija moj drugi tydzien w Paryzu. Zupelnie inaczej sobie ten czas zaplanowalem. Rowniez, a moze przede wszystkim duchowo. Moje ambitne plany legly w gruzach, za to spowiedz tydzien temu wyprostowala spojrzenie na wiele spraw. Zaczynam liczyc sie z tym, ze nie zrealizuje tutaj tego, co chcialem. Ale bardzo duzo ucze sie samego siebie. Mam wreszcie na to czas, nie moge uciec w obowiazki. Ucze sie patrzec na siebie bez strachu. Ucze sie smakowac zycie, nie zawsze lekkostrawne. To piekne uczucie - po fali trudnosci byc w stanie dziekowac za to, co sie ma. Po prostu dziekowac. Na koniec dwa cytaty, jakos polaczone (i ze soba, i z tym, co powyzej). Z tygodniowej liturgii: 'Jesli Mojzesza i Prorokow nie sluchaja, to chocby kto z umarlych powstal, nie uwierza' (Lk 16, 31) I z 'Greka Zorby' (z pamieci): 'Dla tego, kto wierzy, i drzazga z futryny moze byc kawalkiem krzyza Chrystusa, dla negujacego i najprawdziwsza relikwia bedzie bez zadnej wartosci'.