niedziela, 22 marca 2015
Cisza.



w ciszy słychać głos sumienia

Kolejny wpis "muzyczny", choć jak zwykle nie o wartości estetyczne chodzi.

w ciszy słychać oddech duszy

Nie o tekst sam w sobie również. Nie mnie oceniać jego walory poetyckie.

w ciszy słychać jaka jestem mała brudna grzeszna goła

Chodzi o ciszę. Jak wiecie, już na jej temat trochę kiedyś pisałem.

cisza wcale nie jest cicha

Niewiele się od tego czasu zmieniło.

cisza wcale nie jest głucha

Wciąż cisza napełnia mnie autentycznym przerażeniem.

cisza krzykiem odpowiada każdej myśli której słucha

Zostanie sam na sam ze swoimi myślami jest dla mnie praktycznie niewykonalne.

święty spokój ucisz ciszę

Dużo łatwiej jest spróbować tę ciszę zagłuszyć, czymkolwiek.

święty spokój zagłusz głuszę

Tylko problem jest taki, że to w nieskończoność zagłuszać się nie da.

święty spokój uduś duszę

I koszty tego zagłuszania bardzo duże są...

święty spokój święty spokój

sobota, 21 marca 2015
Martwica.

Ostatnia notka dotyczyła wielu spraw, ale między innymi ważnego dla mnie listu św. Jakuba. Jest w niej jeszcze jeden tekst, skądinąd bardzo znany:

"Tak też i wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie."

Cytat ten jest słynny chociażby ze względu na trwającą do dziś dyskusję między katolikami a protestantami o usprawiedliwieniu. Tylko że ja zupełnie, ale to zupełnie nie o tym chcę dzisiaj pisać...

Najczęściej ten cytat rozumiemy chyba jako właśnie taki przytyk: jeśli nie widać po tobie, że jesteś wierzący, to czy aby na pewno wierzysz? Pomijając już nawet dyskusję o tym co w zasadzie miałoby znaczyć to "widać po tobie", takie podejście łatwo może się zamienić, a może wręcz po prostu jest, przejawem skrupulanctwa(*). Mnie ta deformacja sumienia jest niestety jakoś tam bliska, ale chyba każdemu wierzącemu czasem przychodzą do głowy takie myśli: czy ja aby na pewno wierzę? A może tylko tak mi się wydaje?!?

Ale znów, to nie o tym chcę dzisiaj pisać...

Chcę mianowicie nawiązać do tego poprzedniego wpisu, który przede wszystkim tyczył się rozpoczynającego się wtedy okresu Wielkiego Postu. Jak każdy porządny(**) katolik, bardzo poważnie podszedłem do tego tematu, wybrałem sobie umartwienie i rozważałem jak to wspaniale uda mi się "wyćwiczyć duchowo", może nawet zasłużę na koniec na jakąś laurkę i uścisk dłoni prezesa?

A Pan Bóg... Jak to Pan Bóg... Rozwalił to wszystko w drobny mak.

I znowu, nie o tym rozwalaniu chcę pisać. Kto coś takiego przeżył, ten wie. Kto nie przeżył, raczej nie zrozumie.

Chcę napisać o tym, że ta rozwałka nauczyła mnie (co najmniej) jednego.
Że ta "skrupulancka" interpretacja św. Jakuba jest fałszywa. Że można wierzyć i nie czynić - nie mieć siły czynić - dobrych uczynków.
Ale zrozumiałem również, że to nijak nie przeczy temu cytatowi. Bo taka wiara, mimo że jakoś tam istnieje, naprawdę jest martwa. I człowiek z taką wiarą czuje się - po prostu - jak trup.

(*) http://pl.wikipedia.org/wiki/Skrupulatyzm

(**) przynajmniej w swoich oczach