sobota, 19 kwietnia 2014
Pasja, cz. 2.

Skoro była część pierwsza, to powinna być i druga :)
Niestety nie mam zbyt wiele czasu, żeby precyzyjnie dobierać cytaty z objawień bł. Emmerich do liturgii, więc tym razem fragment, który dotyczy kielicha, którego Jezus używał w czasie Ostatniej Wieczerzy, czyli podczas pierwszej Mszy świętej.(*)

Wrzucam ten tekst, bo uderzyła mnie zarówno misterność Bożego planu (od Noego do Chrystusa minęło jednak trochę czasu) jak i moja ignorancja w tym temacie... No i nie da się ukryć, że nie bez znaczenia jest też moje lekkie skrzywienie liturgiczne ;)

"Całe urządzenie przedstawiało się tak: Na płaskiej płycie stał wielki kielich, a w koło niego sześć małych kubków. W płycie tej znajdował się wysuwany rodzaj szufladki, ale nie pamiętam już, czy zawierał on świętość, czy nie. W samym kielichu stało drugie, mniejsze naczynie, na kielichu leżał talerzyk, przykryty sklepioną kopułką. W podstawce kielicha był umyślny schowek na małą łyżeczkę. Wszystkie naczynia osłonięte były cieniutką tkaniną i przykryte zwykle wielką wydrążoną półkulą, jakby parasolem, zrobioną — zdaje się — ze skóry, a opatrzoną u góry gałeczką. Kielich składał się z właściwego kubka na wino i z podstawki, później zapewne dodanej; podstawka była bowiem z innego materiału, a sam kielich z jakiejś brunatnej masy, gładkiej jak szyba zwierciadła. Kształt miał gruszkowaty, po bokach dwa uszka do podnoszenia, bo ciężar jego był dość znaczny. Cały był pozłacany czy też wyłożony złotem. Podstawka wyrobiona była sztucznie z ciemnej złotej rudy. W koło obejmował ją z tegoż materiału wąż i latorośl winna, a prócz tego wysadzona była drogimi kamieniami. W podstawie, jak już wspomniałam, był schowek dla małej łyżeczki.

Kielich sam przechowywał później Jakub Młodszy przy kościele jerozolimskim. Wiem, że dotychczas znajduje się on gdzieś w bezpiecznym ukryciu i kiedyś znowu wyjdzie na jaw w stosownym czasie, jak i teraz do ostatniej wieczerzy. Mniejsze kubki przeszły w posiadanie innych kościołów, i tak jeden był w Antiochii, inny znów w Efezie; w ogóle naczynia te dostały się siedmiu kościołom. Kubki te należały kiedyś do Patriarchów, którzy pili z nich pełen tajemnic napój, gdy odbierali lub udzielali błogosławieństwa, jak to w swoim czasie widziałam i opowiadałam.

Początek wielkiego kielicha ginie w pomroce wieków. Posiadał go już Noe i w czasie potopu ustawił go w arce na samej górze. Melchizedek przyniósł go z sobą z kraju Semiramidy, gdzie był zarzucony, do Kanaanu, gdy zakładał osady w Jerozolimie; w nim składał wobec Abrahama ofiarę chleba i wina, i potem mu go pozostawił. Później widziałam go u Mojżesza. Masa, z której był zrobiony, była tak zbitą, jak masa dzwonu. Nie zdawał się być wykuty ręką ludzką, lecz jak gdyby przyroda sama go ukształtowała i jakoby wytworzył się z łona ziemi. Kiedy powstał i z czego, to było wiadomym tylko samemu Jezusowi."

(*) tak, ten kielich ma również nazwę (Święty) Graal :) 

wtorek, 15 kwietnia 2014
Pasja, cz. I.

Czytam ostatnio "Pasję" wg bł. Anny Katarzyny Emmerich.
Pomyślałem, że warto byłoby tutaj skonfrontować z tym tekstem wczorajsze i dzisiejsze czytania.

<<Wtedy Magdalena zdjęła Mu z nóg sandały, namaściła nogi z wierzchu i pod podeszwą, po czym ująwszy w obie ręce swe włosy okryte zasłoną, otarła nimi namaszczone nogi Jezusa i włożyła Mu na powrót sandały. Czynność ta spowodowała przerwę w mowie Pana. Jezus zauważył obecność Magdaleny zaraz, jak tylko weszła, ale inni teraz dopiero spostrzegli ją, gdy Jezus nagle umilkł. Niechętni byli, że ktoś tam przeszkadza w nauce, lecz Jezus rzekł: „Nie gorszcie się tą niewiastą!" po czym zaczął coś cicho mówić do niej. Magdalena zaś, załatwiwszy się z zakładaniem sandałów, stanęła za Jezusem i wylała Mu na głowę flaszeczkę wonnego olejku tak obficie, że aż spływał poza suknię, po czym jeszcze nabrawszy na rękę kosztownej maści, potarła Mu nią głowę od ciemienia w tył głowy. Przyjemna woń rozeszła się po całej sali. Apostołowie zaczęli szeptać i mruczeć, Piotr nawet okazywał niechęć z powodu tej przerwy w nauce. Magdalena, płacząc ciągle, spuściła zasłonę na twarz i zwróciła się do odejścia. Gdy, idąc poza stołem, przechodziła koło Judasza, zagrodził jej tenże drogę ręką tak, że musiała się zatrzymać, i zaczął jej wyrzucać marnotrawstwo, mówiąc, że lepiej było obrócić to na wsparcie dla ubogich. Magdalena stała w milczeniu, płacząc gorzko. Dopiero Jezus ujął się za nią mówiąc: „Dozwólcie jej odejść spokojnie. Namaściła Mnie teraz na śmierć i już więcej tego uczynić nie będzie mogła. Zaprawdę, powiadam wam, gdziekolwiek głoszona będzie kiedyś Ewangelia, tam także wzmianka będzie o jej czynie i waszym szemraniu!"

Smutna wyszła Magdalena z sali. Uczta też nie przeciągała się dłużej, szemranie bowiem Apostołów i nagana, udzielona im przez Jezusa, zmieniły nastrój biesiadników. Podniesiono się też zaraz od stołu i wszyscy poszli na powrót do Łazarza. Judasz, skąpiec rozzłoszczony do żywego postępkiem Magdaleny, postanowił sobie w duchu, że już nie zniesie dłużej takiej gospodarki. Nie dał jednak nic poznać po sobie, zdjął suknię godową, i oddalił się pod pozorem, że musi dopilnować w jadalni zebrania resztek potraw dla ubogich. Zamiast jednak tam pójść, pobiegł pędem do Jerozolimy. Przez całą drogę widziałam przy nim diabła smukłego, spiczastego, czerwonego. Był on raz przed nim, to znowu za nim, jak gdyby mu przyświecał, i rzeczywiście, chociaż ciemno było, biegł Judasz pewnie, bezpiecznie, nie potknąwszy się ani razu. Przybywszy do Jerozolimy, pospieszył do domu, w którym później wyszydzano Jezusa. Faryzeusze i arcykapłani zebrani jeszcze byli na naradzie. Judasz nie poszedł do zebranych, tylko dwóch faryzeuszów zeszło do niego na podwórze i tu się rozmówili. Nie posiadali się z radości, gdy Judasz ofiarował się im wydać Jezusa. Zdrajca zapytał jednak zaraz, ile gotowi są dać mu za to, więc po krótkiej wspólnej naradzie zeszedł jeden i ofiarował mu 30 srebrników. Judasz przystał bez wahania i chciał, by mu zaraz tę sumę wyliczono, faryzeusze jednak obawiali się, by ich nie oszukał, bo przedtem także był u nich, a później tak długo się nie pokazywał; kazali mu więc najpierw zrobić swoje, a potem obiecali zapłacić. Chcieli oni także, by Judasz dłużej został i objaśnił ich bliżej, kiedy i jak zamierza urządzić wszystko, lecz, on spieszył się bardzo, by nie wzbudzać podejrzenia; rzekł tylko, że musi jeszcze wszystko dokładniej się wywiedzieć, a wtenczas można będzie to jutro doprowadzić do skutku bez zbytniego rozgłosu. Przez cały ten czas diabeł wciąż był przy nim. Spiesznie powrócił Judasz znowu do Betanii ubrał się w swą suknię i jakby nic nie zaszło przyłączył się do innych. Jezus pozostał na noc w domu Łazarza, podczas gdy uczniowie rozeszli się do swych gospód. W nocy jeszcze powrócił Nikodem z Jerozolimy, a Łazarz towarzyszył mu kawałek drogi.>>

niedziela, 13 kwietnia 2014
Cierpienie.

EDIT 1 (przed Wielkanocą): po opublikowaniu poniższego wpisu dostałem spanikowany telefon o treści: "Czy u mnie wszystko w porządku". Przepraszam zatem za enigmatyczny (niestety świadomie) ton tego, co napisałem, ale nie chciałem i wciąż nie chcę wchodzić w szczegóły, bo nie dotyczą one wyłącznie mojej osoby. Ale w skrócie: nie chodzi o moje zdrowie, chodzi o moją sytuację w pracy.

EDIT 2 (po Wielkanocy): No i sytuacja w pracy - cudownie, możnaby rzecz, choć jest to cud z gatunku tych trudnych - odmieniła się :)

 

Ostatni wpis był świąteczny, a już wielkimi (a nawet Wielkimi) krokami zbliżamy do tych Świąt bez dwóch zdań najważniejszych...

Niedziela Palmowa Męki Pańskiej. Ta nieco przewrotna nazwa kieruje nasze myśli między innymi ku cierpieniu Jezusa(*). Na rozważanie tego cierpienia specjalny czas będzie oczywiście w Wielki Piątek, ale ja dziś chciałem nawiązać do cierpienia innej osoby. Do jednej z lepszych ksiąg Starego Testamentu (nieprzypadkowo nazywanej mądrościową), czyli księgi Hioba. Z jednej strony strasznie trudna ta mądrość, ale z drugiej jakoś całym sobą czuję, że w ten trud warto wejść. Zupełnym przypadkiem trafiłem kiedyś na stronę z rozważaniami tej księgi: http://zuchbozy.blogspot.com/2013/10/wiem-ze-ty-wszystko-mozesz-co-zamyslasz.html

Z całego komentarza chciałem wyciągnąć tutaj tylko jeden fragment: "Bohater dramatu zaczyna się przekonywać (wierzyć), że Stwórca był w nieszczęściu, ale nie jako krzywdziciel (zadający cierpienie), lecz jako krzywdzony (przyjmujący cierpienie)."

Ja dopiero się uczę przyjmować ten krzyż, który w okolicach tego Wielkiego Postu dostałem. Dopiero dociera do mnie ta perspektywa Boga, który w tym cierpieniu jest ze mną. Nie wiem, co będzie dalej. Historia Hioba zakończyła się niespodziewanym happy endem. ("Pan oddał mu całą majętność w dwójnasób.", Hi 42,10 i dalej) Ja też wierzę, że to, co dla mnie przygotował Bóg, jest dobre. Ale nie wiem kiedy i jak mi to dobro zaplanował. Kompletnie nie wiem, bo to co teraz jest, nie napawa optymizmem.
Ale "wiem, że Ty wszystko możesz"... 

(*) choć nie tylko, o sile Jezusa pisałem kiedyś w http://duchowy.blox.pl/2012/04/Ballada.html