środa, 09 lipca 2014
Jarzmo.

Znów wpis trochę anachroniczny, bo dotyczący ewangelii z ostatniej niedzieli. Ale przecież Słowo Boże jest ponadczasowe ;)

Padają w niej słynne skądinąd słowa Jezusa “jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie”. Chciałem się podzielić spostrzeżeniem, które uczynił komentujący je w naszym kościele (nowy) proboszcz. Dało mi ono sporo do myślenia.


Otóż do tej pory moja recepcja tych słów była chyba dosyć standardowa.(*)

Że z jednej strony “jarzmo i brzemię” a z drugiej “słodkie i lekkie” to taki po prostu paradoks, z którym jakoś należy sobie intelektualnie poradzić i jakoś wytłumaczyć. No a sposobów na to poradzenie sobie jest takie mnóstwo, że w zasadzie żaden z nich nie jest lepszy od innych.

Tak chyba faktycznie jest jeśli chodzi o “brzemię”, czyli synonim wielkiego ciężaru, czegoś trudnego do uniesienia/zniesienia. Ale z jarzmem sprawa jest znacznie ciekawsza, warto choćby zajrzeć do Wikipedii:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Jarzmo

Już na załączonych obrazkach widać (i potwierdza to tekst), że jarzmo często występuje w wersji “dwuosobowej”. Dlaczego to jest istotne?


Ano dlatego, że w takim razie celem zakładania jarzma nie jest uprzykrzenie sobie życia, ale wręcz przeciwnie: rozłożenie ciężaru na dwoje. A to oznacza, że jeśli Jezus mówi “weźcie moje jarzmo”, to chyba nie znaczy “dołóżcie sobie roboty”, tylko “pozwólcie mi dzielić z Wami Wasz ciężar”.


(*) o ile standardem jest jakikolwiek namysł nad tą recepcją ;)