piątek, 28 sierpnia 2009
Dziecko na życzenie i święta Monika.
Na początek dość stary artykuł o ciekawych możliwościach aborcyjnych w Szwecji, który znalazłem dopiero dziś. Dla jednych być może wypaczenie, dla mnie naturalna konsekwencja liberalizmu, jaki dziś obserwujemy.

Wczoraj w Kościele katolickim wspominaliśmy świętą Monikę. Dla tych, którzy tej postaci nie kojarzą - niespecjalnie jej się życie układało, największym jej utrapieniem był syn, o którego nawrócenie modliła się kilkadziesiąt lat. I wymodliła, przez co jest m.in. patronką wytrwałej modlitwy. Jej syna pewnie już kojarzycie - dziś nazywamy go świętym Augustynem i jest jednym z doktorów Kościoła...

Związek między powyższymi akapitami? Jest albo go nie ma...
środa, 26 sierpnia 2009
Palikot, bajkowość, mechanizmy i prawosławie.
Czego to człowiek nie znajdzie przy śniadaniu!

Dziś rano wpadła mi w ręce Viva (nie pytajcie jak), a w niej niezwykle interesujący wywiad Najsztuba z Palikotem. Cóż, pan poseł jest osobą specyficzną, ale im więcej się o nim wie, tym trudniej go zmieścić w jakiejś szufladzie. Ponieważ zaś nie unika również spraw duchowych, pasuje mi do tego bloga idealnie...

Czego producent wódek szuka w tej tematyce? Czego szuka człowiek, który odniósł szeroko pojęty sukces? Tego, czego ten sukces mu nie dał - szczęścia...

"– To mnie bardzo cieszy, że jest Pan człowiekiem szczęśliwym i akurat rozmawiamy, bo może mi Pan wyjaśni, na czym polega szczęście?
Janusz Palikot:
Są dwa tego aspekty. Pierwszy to ponowne odkrycie bajkowości świata, że jest on taką zaczarowaną księgą. A każda chwila, każda sytuacja, każdy człowiek – wszystko, co się wydarza, jeśli jest pan dostatecznie uważny – niesie w sobie coś tak czarodziejskiego i magicznego.(...)"

Myślę, że na tyle ładnie zostało to ubrane w słowa, że nic dobrego mój komentarz nie wniesie.
Zwróćmy uwagę, że nie mówi tego mistyk, ale człowiek twardo stąpający po ziemi(*), czyli...

"
– Czyli widział Pan ludzi, maszyny, przyrodę.
Janusz Palikot:
Związki, mechanizmy, relacje, argumenty, ale to już się zmieniło. (...)
"

Fascynująca, choćby z punktu widzenia psychologii, jest siła, która tak bardzo potrafi zmienić człowieka. Ten potencjał duchowy, który każdy z nas nosi, a tak niewielu wykorzystuje. Coś, co może dać trwałe szczęście, odmienić życie.

Życie pana Janusza zmieniłoby się bardziej, bo "gdyby nie był w polityce, pewnie by przeszedł na prawosławie".

"– Prawosławie Pana pociąga bo?
Janusz Palikot:
Śpiew, medytacja, brak interpretacji. Oni przechowali prawdziwe techniki rozwoju duchowego, polegające na uwadze, lekturze, głośnym recytowaniu tekstów. Istniejące wiele tysięcy lat, ale u nas zagubione. (...)"

Przypominam - mówi to absolwent filozofii...

Ciekawe pytanie: "czy rozwój duchowy należy stawiać ponad wszystkim" nie mieści mi się już w ramach tego wpisu. Trzeba sięgnąć po artykuł i np. naciskać mnie w komentarzach ;)

(*) używam tu potocznego znaczenia słowa mistyk, bo prawdziwi mistycy byli na ogół ludźmi bardzo twardo po ziemi stąpającymi...
piątek, 21 sierpnia 2009
Miłość, cz. II.
Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.

Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosił,
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.

I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.

Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.

Miłość nigdy nie ustaje.
Nie jest jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie.

Gdy byłem dzieckiem,
mówiłem jak dziecko,
czułem jak dziecko,
myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem,
wyzbyłem się tego, co dziecięce.

Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś zobaczymy twarzą w twarz:
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy:
z nich zaś największa jest miłość.
(1 Kor 13, 1-8.11-13)

Prawda?
poniedziałek, 10 sierpnia 2009
Weekend.
Może to nie miejsce. Ale ja za bardzo lubię dowcipy(*)...

Koledzy czynią wyrzuty Józefowi z Arymatei:
- Dlaczego oddałeś grób Jezusowi?! I to na dodatek za darmo. Najlepszy grób w okolicy: w litej skale, ze schodkami, duża komora, wejście zasuwane głazem. Przecież nawet go dobrze nie znałeś.
- Spokojnie, to tylko na weekend.


(*) a przy okazji potestuję nowy gadżet - tagowanie...
czwartek, 06 sierpnia 2009
Miłość.
Mam wrażenie, że ostatnimi czasy wszedłem tutaj w trochę zbyt polemiczny ton. Dlatego chciałbym, żeby było janse, że odniesienie do poniższego cytatu będzie tylko pretekstem, urozmaiceniem, a nie głównym rdzeniem notki.

Głównym rdzeniem będzie, jak głosi tytuł, miłość. Jest to o tyle ważne, że chyba pierwszy raz mam odwagę podjąć tu ten temat...

"Lektura św. Tomasza -  podobnie jak pilna lektura pism św. Augustyna, Anzelma, Abelarda czy Dunsa Szkota, której się niegdyś oddawałam - ukazuje koronkową i koherentną strukturę pewnego systemu myślenia, który powstawał setki lat. Ale gdy się nie wierzy w Boga , pozostaje on jedynie systemem. Ciekawym, złożonym, nieco dziwnym... ale w filozofii jest dużo dziwnych rzeczy. Ani to nie wzmacnia, ani nie osłabia mojego ateizmu.(...)
Dla mnie filozofia to przede wszystkim myślenie, pytanie, porządkowanie, debata. Odnalezienie Boga - nawet jako idei regulatywnej rozumu - to wszystko uniemożliwia. Zamyka przestrzeń, która powinna zostać na zawsze otwarta."
(fragment wywiadu z Magdaleną Środą, Więź 5–6/2009)

Tak jak wspominałem, nie chcę polemizować ze słowami prof. Środy(*). Zresztą do większości jej wypowiedzi nie mam zastrzeżeń.

Ostatnie, pogrubione przeze mnie, zdanie brzmi bardzo atrakcyjnie (i tajemniczo). Warto sobie jednak zdać sprawę z tego, że zawiera ukryte założenie(**), że wolność do myślowych spekulacji jest najwyższą wartością. Że ograniczanie tej wolności w jakikolwiek sposób jest zawsze złem.

Być może, z punktu widzenia filozofii, to założenie jest słuszne. Ale życie nie jest myślową spekulacją i taki sposób działania nie jest chyba najlepszym z możliwych... I tu dochodzimy do miłości, bo w tym wypadku, wydaje mi się, widać to najwyraźniej.

Miłość domaga się tego, żeby czasem odłożyć na bok rozsądek, rozum i "skoczyć na główkę"(***). Czyli w praktyce - zrobić coś pomimo negatywnych uczuć, zaangażować się bardziej pomimo wątpliwości czy przestać się upierać przy czymś, czego jest się pewnym. Nie wiem na ile mogę się w tym wypadku odwoływać do Waszych doświadczeń - ale moje są takie, że wtedy mogę czasem odkryć coś, czego wcześniej nie byłem w stanie nawet pomyśleć.

I kto wie, może tak samo jest w przypadku filozofii. Koniec końców, nie istnieje coś takiego jak "czysta" filozofia, w naturze występuje tylko jako proces myślowy, dokonywany przez konkretnego człowieka. A zatem, skąd pewność, że nieodnalezienie Boga temu procesowi sprzyja...

Ja w każdym razie wierzę, że moje odnalezienie zadziałało całkiem nieźle również na te procesy :)

(*) choć bardzo mnie do tego korci; nie wiem, na jakiej podstawie twierdzi, że wiara cokolwiek zamyka - zastanawiam się tylko, co by powiedziała np. na stwierdzenie, że ateizm zamyka drogę do szczęścia...

(**) które, jak sądzę, robi też Tadeusz Bartoś (ex. OP)

(***) ja jakiś czas temu próbowałem nauczyć się skakać na główkę (zupełnie na serio) i nie udało mi się - chyba jestem zbyt stary i ostrożny