niedziela, 25 sierpnia 2013
Bogactwo słowa.

Są takie dni, kiedy w prezencie od Boga (i Kościoła) dostajemy w czytaniach mszalnych piękny prezent.

W ostatnią środę ja taki właśnie prezent dostałem.


Ewangelia w zasadzie znana, ale chyba jedna z tych, które nigdy się nie nudzą… Zachęcam Was do przeczytania jej z próbą wyobrażenia siebie w roli robotnika, który od samego rana trudził się w winnicy...


“Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść: Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie? Odpowiedzieli mu: Bo nas nikt nie najął. Rzekł im: Idźcie i wy do winnicy! A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych! Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty. Na to odrzekł jednemu z nich: Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje i odejdź! Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry? Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi.”


Z wszystkich rzeczy, które poruszyły mnie w tym tekście, chciałbym uwypuklić tutaj tylko jedną, mającą - jak mój poprzedni wpis - zabarwienie bardzo społeczne.

Oto czytamy o robotnikach, którzy dostali umówioną kwotę, ale mają pretensję do gospodarza, że ten tyle samo zapłacił tym, którzy mniej pracowali i przez to “zrównał ich z nami”.

Pewnie różnie można na tę przypowieść patrzeć, ale ja uświadomiłem sobie, że całym sercem rozumiem rozżalonych robotników. Że faktycznie zachowanie gospodarza godzi w jakieś moje poczucie elementarnej sprawiedliwości. I chodzi nawet nie tyle o to, że pracujący dłużej mogą mieć poczucie straty materialnej: w końcu dostali tyle, ile chcieli; ale że właśnie to “zrównanie” było najbardziej krzywdzące (zauważcie ponadto, że zostali tym bardziej rozdrażnieni, że już wiedzieli ile dostali ich poprzednicy).


Nie chcę twierdzić, że ta przypowieść jest anty-socjalistyczna, że podważa sensowność prób wyrównywania różnego rodzaju społecznych nierówności. Niemniej wydaje mi się, że opisuje głęboki powód, dla którego te próby są skazane co najmniej na duże trudności. Powód na tyle istotny, że pokazujący związki między równością a (nie)sprawiedliwością.


Z drugiej jednak strony daje nadzieję, że o ile na płaszczyźnie materialnej równość jest rzeczą niezmiernie trudną, to jest gdzieś Gospodarz, którego to nie ogranicza. Który czyni Dobro, nie patrząc na to, co kto o tym myśli. Który nie czyni krzywdy, nawet jeśli nam zdaje się inaczej. “Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi”...



W tytule jest bogactwo, ale nie chcę przedłużać tego wpisu w nieskończoność. Na koniec zatem tylko już zacytuję fragment pierwszego czytania, które wydaje mi się jakoś przerażająco aktualne…

Zebrały się drzewa, aby namaścić króla nad sobą. Rzekły do oliwki: Króluj nad nami! Odpowiedziała im oliwka: Czyż mam się wyrzec mojej oliwy, która służy czci bogów i ludzi, aby pójść i kołysać się ponad drzewami? Z kolei zwróciły się drzewa do drzewa figowego: Chodź ty i króluj nad nami! Odpowiedziało im drzewo figowe: Czyż mamy się wyrzec mojej słodyczy i wybornego mego owocu, aby pójść i kołysać się ponad drzewami? Następnie rzekły drzewa do krzewu winnego: Chodź ty i króluj nad nami! Krzew winny im odpowiedział: Czyż mam się wyrzec mojego soku, rozweselającego bogów i ludzi, aby pójść i kołysać się ponad drzewami? Wówczas rzekły wszystkie drzewa do krzewu cierniowego: Chodź ty i króluj nad nami! Odpowiedział krzew cierniowy drzewom: Jeśli naprawdę chcecie mnie namaścić na króla, chodźcie i odpoczywajcie w moim cieniu!”