piątek, 22 sierpnia 2014
Chlew.

To kolejny wpis z serii “inspirowane muzyką”, tym razem utworem Zaciera(*). Konkretnie Rękopisem znalezionym w chlewie z płyty Skazany na garnek. I tu spotkało mnie pewne zdziwienie: myślałem, że w Internecie jest wszystko, jak nie na YT, to przynajmniej na Wrzucie. A tu zonk… W związku z tym pozwolę sobie ten utwór wrzucić tutaj, zobaczymy czy ktoś się upomni.

Druga informacja jest taka, że - wbrew pozorom - ten wpis będzie bardzo konkretny, a dokładniej powiązany z moim życiem. Tak więc nawet jeśli uznacie moje skojarzenia za(**) naciągane, warto chyba doczytać do końca.

 

 

Rzeczony utwór w warstwie dosłownej jest opowieścią świni o imieniu Staszek żyjącej w tytułowym chlewie.

Skoro już ostrzegłem przed naciąganymi skojarzeniami, to zgodnie ze starym dowcipem(***) skojarzyło mi się to z Ewangelią, tym razem z przypowieścią o synu marnotrawnym. Ok, może faktycznie jedynym punktem wspólnym jest ten chlew i świnie(****), ale zostańcie ze mną jeszcze chwilę, żeby zobaczyć, gdzie chcę dojść.

 

Pozornie te dwa teksty nie mają ze sobą więcej wspólnego, bo Zacierowy Staszek zdaje się być bardzo szczęśliwy ze swojego stanu, natomiast syn marnotrawny “pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał”.

Po pierwsze jednak biblijna historia jest bardzo skrótowa i nie jest wykluczone, że z początku on sam był zadowolony z takiego stanu rzeczy. W końcu w krainie, w której mieszkał “nastał ciężki głód” i miał prawo cieszyć się z jakiekolwiek pracy, a ponadto wydaje się, że trochę czasu upłynęło zanim syn marnotrawny “poszedł po rozum do głowy”.

Po drugie zaś - i ważniejsze - znając trochę twórczość Zaciera jest zupełnie jasne, że należy szukać drugiego dna. Mnie się wydaje wręcz, że ten utwór aż kipi od ironii i sarkazmu (choćby przy okazji “nowej ustawy o ochronie zwierząt”). Szczególnie jednak chcę się pochylić nad słowami, które padają na samym początku piosenki:

“Mama z ciocią pojechały na delegację i długo nie wracają”.

 

Jest chyba oczywiste gdzie “pojechały” te dwie świnie (lochy?) i że raczej już nie wrócą… To oczywiście nadaje całej historii bardzo dramatycznego charakteru. Mówiąc wprost: czy jakkolwiek świetne warunki bytowania w chlewie są w stanie zrekompensować fakt, że jedynym co czeka jego “mieszkańców” jest po prostu śmierć? Syn marnotrawny po jakimś czasie doszedł chyba do wniosku, że nie. I “wygrał”, można powiedzieć, wszystko.

 

 

Tyle mojej analizy tych dwóch tekstów. Teraz nastąpi zapowiadany wątek prywatny.

Dla mnie to wszystko co pisałem wcześniej jest o tyle ważne, że mam wrażenie, że właśnie jestem w takiej sytuacji. Zarówno syna marnotrawnego obniżającego swoje oczekiwania do strąków (i mającego prześwity chleba u ojca), jak i świni, która cieszy się pełnym brzuchem i czeka tylko na śmierć.

I wcale nie jest dla mnie oczywiste, że a) moje położenie jest na tyle słabe, że warto zrobić wszystko, żeby się z niego wyrwać oraz b) jaka droga prowadzi z powrotem do Ojca…

 

 

(*) Zacieru?

 

(**) jak zwykle?

 

(***) Siostra katechetka wzięła zastępstwo na lekcji biologii. Pyta dzieci:
- Co to jest: małe, rude i skacze po drzewach?
Zgłasza się Jasio:
- Wygląda mi to na wiewiórkę, ale jak znam siostrę to pewnie Pan Jezus.



(****) warto może przypomnieć, że dla Żydów świnie są zwierzętami nieczystymi, co jeszcze bardziej wzmacnia wymowę tej przypowieści