niedziela, 16 września 2012
Ruszaj tam.
Naprawdę nie znoszę przeprowadzek. Nawet nie wiem do końca dlaczego, ale pewnie spory udział ma w tym moja niechęć do zmian wynikająca z obaw, że będą tylko na gorsze.

Nie chciało mi się pakować, nie chciało mi się zmieniać miasta ani mieszkania (na kilka dni? po co? nawet nie wiem, co na mnie tam będzie czekało...), choć do tego poprzedniego miałem zastrzeżenia. Bałem się, że mój bagaż zginie gdzieś po drodze albo z powodu nieznajomości języka wystąpią jakieś inne trudności. I byłem, po prostu, po ludzku, zmęczony.

Wbrew obawom, dotarłem do autobusu bez problemu. Przekonał mnie do siebie niezłym standardem i po niedługim czasie mogłem już się odprężyć i cieszyć wolnością oderwania od przywiązania do konkretnego miejsca (dopiero wtedy przypomniałem sobie, jak to lubię). W słuchawkach brzmiało "jutro nie nadejdzie nigdy / póki nie dogonisz chwil / tych co niby całkiem wolne / gubią stale ranią czas". No tak. Tych, co niby całkiem wolne...

Na miejscu czekał na mnie wspaniały człowiek, którego nie znałem wcześniej. Specjalnie dla mnie tłukł się po nocy na dworzec autobusowy, dostarczył do cudownego hotelu i zapłacił za taksówkę.
Nie, nie rozmawialiśmy o tym kim dla niego jest Jezus Chrystus.

Dlaczego im bardziej warto wyruszyć, tym trudniej?
(por. Księga Rodzaju, rozdział dwunasty)