piątek, 31 października 2008
Wesołych Świąt!
Jedząc śniadanie przeglądałem sobie dzisiejszą Wyborczą i w dodatku Świątecznym znalazłem artykuł o tytule "Po drugiej, jasnej stronie", pod pretekstem zbliżających się Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego opisujący [dodam tutaj link jak tylko zostanie on wrzucony na stronę :)].

Podchodziłem do niego sceptycznie, ale mnie do siebie przekonał, więc mogę chyba go polecić :) Choć z pewnymi obawami - niekatolicy mogą się troszkę wynudzić (chyba, że interesuje ich, w co wierzymy), nawet pomimo tego, że artykuł obala kilka stereotypów. Katolicy mogą czepiać się niektórych sformułowań (tak to już niestety jest z teologią), choć ja ogólnie uważam artykuł za rzetelny.

Wczoraj rozmawiałem trochę z siostrą o moim blogu i ogólnie o tym, kogo obchodzi mówienie o duchowości. To jest ważne pytanie, od paru dni zbieram się, żeby coś o tym napisać.

Na razie rzucę tylko pytanie: na ile ten artykuł jest interesujący dla "targetu Gazety Wyborczej"? Po co redakcja je publikuje? Czy tylko dlatego, żeby móc bronić się przed zarzutami wrogości do religii katolickiej?

EDIT: artykuł pojawił się w sieci
czwartek, 30 października 2008
Produktywność.

"Mnich jest człowiekiem nieprzydatnym społeczeństwu - pisze o. Michał Zioło. (...) Jego powołaniem jest bycie nieprzydatnym (...)

Aktywny, zapracowany duszpastersko ojciec Zioło trafił do trapistów. Magister nowicjatu kazał mu skopać ogródek. O. Tomasz Kwiecień śmieje się: - Michał zatarł ręcę, ogródek jest nieduży. Na skopanie aż cztery godzinki. Skopał w godzinę i mówi: "Świetnie! Teraz się wykąpię, przeczytam książkę, napiję się herbaty, zrobię to, tamto...". Taki klasyczny dominikański punkt widzenia: wszystko, co mi przeszkadza studiować i czytać książki, jest niebezpieczeństwem. A mistrz mów: "A gdzie ty się śpieszysz? Przerwij sobie po dwóch sztychach łopatą. Popatrz: drzewko kwitnie, skowronek świergoli, słoneczko świeci, gdzie się śpieszysz?". Dla ojca Michała to było objawienie."

marcin jakimowicz "pełne zanurzenie (Skopany ogródek)"


Czytając dziś te słowa, pomyślałem: "świetnie, pasują do mnie jak ulał". Jakiś czas temu obiecałem sobie, że nie będę się brał za zbyt wiele rzeczy na raz, nawet ostatnio moja siostra upomina mnie, żebym, rozmawiając z nią, nie zajmował się czymś innym.

Pomyślałem "świetnie" i... oczywiście chciałem jak najszybciej odłożyć książkę i zająć się którymś z czekających zajęć.

Całe szczęście przyszedł moment otrzeźwienia. W czasie krótkiej wizyty na balkon, żeby spojrzeć jak "drzewko kwitnie", zdążyłem przynajmniej pomyśleć, jak zabawna i paradoksalna jest ta ludzka (moja) natura.

środa, 29 października 2008
Akt wiary.

Przed chwilą znalazłem:

http://www.newsweek.pl/galeria/pokaz.asp?Galeria=107

Poruszyło mnie, mam nadzieję, że Wam też się spodoba.

PS tak, wiem, dawno mnie tu nie było...

czwartek, 16 października 2008
Fanatyzm, cz. II.

"Podczas gdy pewien chłopak dzielił się swoim świadectwem, trzech innych zaczęło mu potwornie przeszkadzać. Wyśmiewali się z niego: "Nawiedzony, Jezusek..." itp. Wtedy wstał ksiądz Piotr, podszedł do ambonki, przeprosił występującego chłopaka i powiedział: "Chłopcy, jeżeli nie chcecie słuchać świadectwa, to ja wam opowiem bajkę. Chcecie?". Wtedy oni odpowiedzieli: "Tak, dawaj klecho". Ksiądz zaczął mówić: "Za górami, za lasami żyła sobie piękna królewna. Jej życie było cudowne. Ale pewnego dnia ukłuła się i zasnęła. Od tego dnia śniła okropne koszmary. Były one na tyle nieznośne, że miała ich dość, ale sama nie mogła się zbudzić (oczywiście ta bajka jest wszystkim znana). Pojawił się królewicz, który przedarł się przez ogromne krzaki, podszedł do królewny, ucałował ją, a ona zbudziła się i zaczęła się cieszyć życiem". I wtedy ksiądz Piotr zszedł z ambony, podszedł do tych trzech chłopaków i każdego z nich ucałował w czoło... To był dla nich szok, oni doskonale to rozumieli"

ks. rafał jarosiewicz "miłość chodzi po woodstocku"

środa, 15 października 2008
Fanatyzm.

Będzie długo. Ale chciałem odpowiedzieć na dwie potrzeby – kontrowersyjny temat i moje jasne stanowisko.

Jakiś czas temu pewien radosny młodzieniec z Kanady zrobił coś, na co nie odważył się dotąd (o ile mi wiadomo) żaden zespół „szatanistyczny”. Umieścił na YouTube serię filmów pod tytułem „Bezczeszczenie Eucharystii”. Nie jest to jego „manifest artystyczny”, nie jest to wyraz jego przekonań religijnych ani bezmyślnej chęci niszczenia wszystkiego, co chrześcijańskie. Opisuje swoje motywacje bardzo spokojnie – to protest przeciwko katolickiemu fanatyzmowi. O sprawie można poczytać (bodaj tylko) w Rzeczpospolitej i na Pardonie (jak kto woli).

Wobec tych wszystkich głosów oburzenia, długo zastanawiałem się jak (i czy) powinienem w takiej sytuacji zareagować. Ten wpis jest owocem moich przemyśleń i, przede wszystkim, wczorajszej, dość długiej, rozmowy z J.

Nie mam trudności w ocenie samego wydarzenia – przy czym chciałbym rozdzielić dwie rzeczy. Jeśli chodzi o sam akt profanacji, to jest to sprawa między FSMDude a Bogiem(*). W jednej z licznych odpowiedzi na te filmy padło porównanie do historii św. Pawła(**). Na początku spodobało mi się to, bo to przecież historia z happy endem, sugerująca, że należy „dać szansę” wszystkim Szawłom. Potem zacząłem się zastanawiać czy takie porównanie jest uzasadnione – przecież FSMDude nikomu nie robi krzywdy. Ale przecież właśnie o to chodzi – my, katolicy, wierzymy, że ten kawałek chleba po konsekracji to żywy Bóg(***). Nie zmienia to oczywiście tego, co napisałem – i powtórzę – to sprawa między FSMDude a Bogiem.

Jeśli chodzi o upublicznienie tego aktu, sprawa jest również dla mnie jasna – jest to równie bezsensowne i złe, co mazanie po ścianach szubienic z gwiazdami Dawida i manifestacyjne deptanie Koranu. Pozostaje wspomniane pytanie o reakcję.

Od czasów św. Pawła minęło jednak kilka lat. Ja, niestety, wierzę, że my – chrześcijanie – na takie filmiki ciężko sobie zapracowaliśmy – naszymi błędami, agresją i, może przede wszystkim, właśnie brakiem reakcji na zło (w jakiejkolwiek postaci i kogokolwiek dotyczącego!). Nie, to nie jest „sranie we własne gniazdo” ani tanie podlizywanie się. To jest obserwacja rzeczywistości – kiedy czytam „Boga urojonego”, kiedy rozmawiam ze swoimi niewierzącymi kolegami (a nawet przyjaciółmi) widzę to bardzo wyraźnie. Widzę zranienia, które ci ludzi w sobie noszą, zadane im przez Kościół (nie przez instytucję, przez hierarchię, ale przez konkretne osoby, takie jak ja i ty). Widzę morze nieporozumień, które oczywiście po pewnym czasie żyją własnym życiem, ale przecież nie biorą się znikąd. To o czym tu piszę nie jest niczym odkrywczym, wystarczy przewertować kilka stron Biblii, widzę po prostu grzech, który nie jest w Kościele nieobecny.

No to jak to jest z tą reakcją? W dyskusjach o tych filmach, wiele mówiono mniej więcej tak: spójrzmy na naszych braci(****) muzułmanów – oni potrafią „upomnieć się o swoje prawa”. Albo: nikt nie odważyłby się w ten sposób znieważyć Żydów, mają zbyt wielką władzę. Nie chcę dyskutować, ile te opinie mają wspólnego z rzeczywistością. Chcę napisać jedno – po św. Pawle były też czasy, kiedy Kościół miał i siłę i władzę. I, moim zdaniem, nie byłoby dobrze, gdybyśmy do tych czasów wrócili. Te środki są zbyt niebezpieczne, by realizować za ich pomocą przesłanie Ewangelii – Dobrej Nowiny. Ja to wyraźnie wyczytuję z kart Pisma Świętego.

A więc nie robić nic? Nie! Nie może tak być! (pisałem już o tym wcześniej).

Odpowiedź na pytanie: „jak reagować?” jest banalnie prosta i bardzo trudna jednocześnie. „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj!” (Rz 12, 21). Jedyna chrześcijańska reakcja to miłość. Dobroć, cierpliwość, łagodność.

Ale co to znaczy „w praktyce”?

Dla mnie – na dziś – znaczy to napisać tę właśnie notkę.


(*) pomijając moje wątpliwości czy komunikanty były rzeczywiście konsekrowane, trzeba być niezwykle delikatnym przy ocenie świadomości czynionego zła; zresztą ja sam nie mogę pierwszy rzucić kamieniem, po parunastu dniach rekolekcji ludzie tracą pewne bariery, nam zdarzyło się kiedyś wykorzystać styropianową dekorację z przedstawienia, w kształcie dużej hostii, do gry w frisbee – nie piszę tego w żadnym razie z dumą

(**) św. Paweł (vel Szaweł) był z początku tak wielkim wrogiem Kościoła, że za swój obowiązek uważał jego eksterminację wszelkimi dostępnymi sposobami – podczas nawrócenia, w wizji, Jezus zapytał go: „Szawle, dlaczego mnie prześladujesz?”

(***) to jest właściwie jedyna nieścisłość jaką znalazłem w tym obrazku, który jakiś czas temu publikowałem na blogu – wierzymy, że my „actually eat His flesh” (a nie „symbolically”) - nie pisałem o tym wcześniej, żeby nie zaciemniać, poza tym ta wiara nie jest wspólna dla całego współczesnego chrześcijaństwa, więc może tym kierował się autor

(****) mam nadzieję, że żadnego muzułmanina nie obrazi to sformułowanie

PS może niektórzy są rozczarowani, ale cóż – ja zdecydowanie nie jestem „ateistożercą”... moja religia mi zabrania.

 
1 , 2