sobota, 03 października 2009
Straciłem wiarę.
Muszę, ze wstydem wyznać, że wierzyłem. Już nie wierzę.

Wierzyłem w kulturę laicką; nawet w to, że właściwie bardziej mi odpowiada, że lepiej pasuje do tego, jaki jestem.

W czwartek byłem na Inauguracji Roku Akademickiego na Uniwersytecie Warszawskim.

Siedziałem sobie spokojnie na balkonie i czytałem jakąś pracę, oczekując na wykład inauguracyjny(*). Nagle wszyscy wokół mnie wstali, ja zdezorientowany(**), widzę tylko, że na dole najpierw idzie smutny pan z jakimś kijem, potem jakieś sztandary, a na końcu dziwacznie poubierani ludzie.

Na to, co działo się później, wolę spuścić zasłonę milczenia, gdzieś po drodze było dużo śpiewów, jakichś przyrzeczeń i szeroko pojętej pompo-szopko-bufonady.

To ja już wolę pompo-szopko-bufonadę kościelną. Przynajmniej Ten, wokół którego ją się stroi, jest tego warty...

(*) koniec końców, wyszedłem z niego w połowie, ale było to już dużo później...

(**) właściwie to strasznie miałem ochotę ostentacyjnie usiąść