środa, 10 grudnia 2014
Siła nędzy.

[Jezus do s. Konsolaty; 15 grudnia 1935r.]

"(..) moje Serce bardziej podbijają wasze nędze niż cnoty. 
Kto wyszedł ze świątyni usprawiedliwiony? Celnik (por. Łk 18,10). Dzieje się tak dlatego, że wobec duszy pokornej i skruszonej moje Serce nie potrafi się powstrzymać. (..) Taki jestem!
Pamiętaj zawsze, że kocham cię i będę kochał do szaleństwa w każdym momencie oraz z powodu jakiejkolwiek twojej słabości, której nie chcesz, a jednak popełniasz.
Dlatego też nigdy, nigdy nie miej najmniejszej wątpliwości, że z powodu jakiejś jednej twojej niewierności Ja miałbym odstąpić od moich obietnic.

Nigdy - zgoda?
W przeciwnym razie zraniłabyś (..) wnętrze mego Serca.

(..) Pamiętaj, że tylko Jezus potrafi zrozumieć waszą słabość, On jedynie zna całą ludzką kruchość." 

środa, 24 września 2014
Drobne.

Blog robi się coraz bardziej konfesyjny, ale może taka jest kolej rzeczy...
Poza tym wciąż nie mam dobrej klawiatury, więc będzie mało tekstu, ale za to obrazek i film :)

Tym razem chcę się odnieść do ewangelii z ostatniej niedzieli, tej o dziwnym właścicielu winnicy...
Na fejsbukowym profilu sklepu Dayenu z katolickiem designem (polecam), pojawił się rysunkowy komentarz do tej przypowieści:

Z początku nie przypadł mi on do gustu, ale dziś, po kilku dniach, chyba go doceniłem...

Ale faktycznie jest w tym jakaś prawda.
Jeśli próbujemy po ludzku zrozumieć tę przypowieść, to jedyne wytłumaczenie dla zachowania gospodarza jest takie, że jest on po prostu nieskończenie bogaty i denar w tą czy w tamtą nie robi mu różnicy. On po prostu nie ma drobnych.

Jest zatem coś niesamowitego w uświadomieniu sobie, że ktoś taki jest moim ojcem i kocha mnie ponad wszystko...

 

A jeśli komuś taka forma komentarza nie odpowiada, to poniżej bardziej klasyczna:

niedziela, 14 września 2014
"Wywyższenie".

Dzisiejszy wpis będą w dużej mierze sponsorować różnego rodzaju odnośniki, ale dzisiejsze święto jest tego warte...

Na wstępie link do komentarza, który bardzo przypadł mi do gustu... Trudna jest ta mowa, ale warto ją pojąć lub przynajmniej próbować pojąć.

Drugi cytat pochodzi z wpisu Marka Jurka na Facebook:
„Kiedy Herakliusz opuszczał Konstantynopol, rozpoczynając długą wyprawę na terytorium nieprzyjacielskie, w kościele Mądrości Bożej zostało przed wymarszem odprawione uroczyste nabożeństwo, podczas którego cesarz modlił się o zwycięstwo nad nieprzyjaciółmi Boga. A gdy na czele swojej armii udawał się do portu, dzierżył ikonę Chrystusa (…) Kiedy wrócił (…) podążał (…) nie do Hipodromu, który zwyczajowo był głównym miejscem uroczystości świeckich, ale do kościoła Mądrości Bożej. W drzwiach wielkiej świątyni witał zwycięskiego cesarza patriarcha Sergiusz, a potem wspólnie, cesarz i patriarcha, w akcie dziękczynienia legli krzyżem przed ikoną Najświętszej Panny. I dopiero po dopełnieniu celebracji religijnej Herakliusz (…) odbył wjazd do Hipodromu i ukazał się poddanym (…) w ciągu dziewięćdziesięciu lat, które upłynęły od zwycięskich wojen Justyniana do kampanii Herakliusza, zmieniły się akcenty. Ludzie (…) mniej oglądali się teraz na historyczną przeszłość Rzymu, ale raczej patrzyli w jego eschatologiczną przyszłość” (Robert Browning, Cesarstwo Bizantyńskie)

A poniżej fragment z "Komentarza historyczno-kulturowego do Nowego Testamentu" dotyczący dzisiejszej ewangelii:
„(3, 14-15) Słowo "wywyższyć" to kolejna gra słów: Jezus powraca do nieba przez krzyż, "wywyższony" jak wąż na pustyni, który przyniósł uzdrowienie Izraelitom.
(3, 16-18) Czasy użyte w greckim oryginale wskazują następujące znaczenie: "Oto jak Bóg umiłował świat - dał swojego Syna". Określenie "Syna swego Jednorodzonego" znaczy też "szczególnego, umiłowanego"; było ono często stosowane w literaturze żydowskiej w odniesieniu do Izaaka, by podkreślić ogrom ofiary Abrahama gotowego poświęcić jedynego syna. Życie wieczne to dosłownie "życie w przyszłym świecie". Użyty przez Jana czas teraźniejszy ("ma życie wieczne") wskazuje na to, że człowiek, który zaufał Jezusowi już teraz w jakiś sposób zaczął doświadczać nowego życia.”

Jeszcze lepszy jest fragment dotyczący początku tego rozdziału, ale jego przepiszę za kilka dni, jak tylko dorwę się do normalnej klawiatury ;) 

piątek, 22 sierpnia 2014
Chlew.

To kolejny wpis z serii “inspirowane muzyką”, tym razem utworem Zaciera(*). Konkretnie Rękopisem znalezionym w chlewie z płyty Skazany na garnek. I tu spotkało mnie pewne zdziwienie: myślałem, że w Internecie jest wszystko, jak nie na YT, to przynajmniej na Wrzucie. A tu zonk… W związku z tym pozwolę sobie ten utwór wrzucić tutaj, zobaczymy czy ktoś się upomni.

Druga informacja jest taka, że - wbrew pozorom - ten wpis będzie bardzo konkretny, a dokładniej powiązany z moim życiem. Tak więc nawet jeśli uznacie moje skojarzenia za(**) naciągane, warto chyba doczytać do końca.

 

 

Rzeczony utwór w warstwie dosłownej jest opowieścią świni o imieniu Staszek żyjącej w tytułowym chlewie.

Skoro już ostrzegłem przed naciąganymi skojarzeniami, to zgodnie ze starym dowcipem(***) skojarzyło mi się to z Ewangelią, tym razem z przypowieścią o synu marnotrawnym. Ok, może faktycznie jedynym punktem wspólnym jest ten chlew i świnie(****), ale zostańcie ze mną jeszcze chwilę, żeby zobaczyć, gdzie chcę dojść.

 

Pozornie te dwa teksty nie mają ze sobą więcej wspólnego, bo Zacierowy Staszek zdaje się być bardzo szczęśliwy ze swojego stanu, natomiast syn marnotrawny “pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał”.

Po pierwsze jednak biblijna historia jest bardzo skrótowa i nie jest wykluczone, że z początku on sam był zadowolony z takiego stanu rzeczy. W końcu w krainie, w której mieszkał “nastał ciężki głód” i miał prawo cieszyć się z jakiekolwiek pracy, a ponadto wydaje się, że trochę czasu upłynęło zanim syn marnotrawny “poszedł po rozum do głowy”.

Po drugie zaś - i ważniejsze - znając trochę twórczość Zaciera jest zupełnie jasne, że należy szukać drugiego dna. Mnie się wydaje wręcz, że ten utwór aż kipi od ironii i sarkazmu (choćby przy okazji “nowej ustawy o ochronie zwierząt”). Szczególnie jednak chcę się pochylić nad słowami, które padają na samym początku piosenki:

“Mama z ciocią pojechały na delegację i długo nie wracają”.

 

Jest chyba oczywiste gdzie “pojechały” te dwie świnie (lochy?) i że raczej już nie wrócą… To oczywiście nadaje całej historii bardzo dramatycznego charakteru. Mówiąc wprost: czy jakkolwiek świetne warunki bytowania w chlewie są w stanie zrekompensować fakt, że jedynym co czeka jego “mieszkańców” jest po prostu śmierć? Syn marnotrawny po jakimś czasie doszedł chyba do wniosku, że nie. I “wygrał”, można powiedzieć, wszystko.

 

 

Tyle mojej analizy tych dwóch tekstów. Teraz nastąpi zapowiadany wątek prywatny.

Dla mnie to wszystko co pisałem wcześniej jest o tyle ważne, że mam wrażenie, że właśnie jestem w takiej sytuacji. Zarówno syna marnotrawnego obniżającego swoje oczekiwania do strąków (i mającego prześwity chleba u ojca), jak i świni, która cieszy się pełnym brzuchem i czeka tylko na śmierć.

I wcale nie jest dla mnie oczywiste, że a) moje położenie jest na tyle słabe, że warto zrobić wszystko, żeby się z niego wyrwać oraz b) jaka droga prowadzi z powrotem do Ojca…

 

 

(*) Zacieru?

 

(**) jak zwykle?

 

(***) Siostra katechetka wzięła zastępstwo na lekcji biologii. Pyta dzieci:
- Co to jest: małe, rude i skacze po drzewach?
Zgłasza się Jasio:
- Wygląda mi to na wiewiórkę, ale jak znam siostrę to pewnie Pan Jezus.



(****) warto może przypomnieć, że dla Żydów świnie są zwierzętami nieczystymi, co jeszcze bardziej wzmacnia wymowę tej przypowieści

środa, 09 lipca 2014
Jarzmo.

Znów wpis trochę anachroniczny, bo dotyczący ewangelii z ostatniej niedzieli. Ale przecież Słowo Boże jest ponadczasowe ;)

Padają w niej słynne skądinąd słowa Jezusa “jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie”. Chciałem się podzielić spostrzeżeniem, które uczynił komentujący je w naszym kościele (nowy) proboszcz. Dało mi ono sporo do myślenia.


Otóż do tej pory moja recepcja tych słów była chyba dosyć standardowa.(*)

Że z jednej strony “jarzmo i brzemię” a z drugiej “słodkie i lekkie” to taki po prostu paradoks, z którym jakoś należy sobie intelektualnie poradzić i jakoś wytłumaczyć. No a sposobów na to poradzenie sobie jest takie mnóstwo, że w zasadzie żaden z nich nie jest lepszy od innych.

Tak chyba faktycznie jest jeśli chodzi o “brzemię”, czyli synonim wielkiego ciężaru, czegoś trudnego do uniesienia/zniesienia. Ale z jarzmem sprawa jest znacznie ciekawsza, warto choćby zajrzeć do Wikipedii:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Jarzmo

Już na załączonych obrazkach widać (i potwierdza to tekst), że jarzmo często występuje w wersji “dwuosobowej”. Dlaczego to jest istotne?


Ano dlatego, że w takim razie celem zakładania jarzma nie jest uprzykrzenie sobie życia, ale wręcz przeciwnie: rozłożenie ciężaru na dwoje. A to oznacza, że jeśli Jezus mówi “weźcie moje jarzmo”, to chyba nie znaczy “dołóżcie sobie roboty”, tylko “pozwólcie mi dzielić z Wami Wasz ciężar”.


(*) o ile standardem jest jakikolwiek namysł nad tą recepcją ;)

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 24